Zatonie

20 września 2015 r.
Zatonie

dystans: 32,5 km

 

zatonieWłaściwie chciałem jechać gdzie indziej, ale w ostatniej chwili zdecydowałem się na Zatonie. Nakłoniła mnie do tego data z kalendarza.

Na miejscu byłem raz dwa. Na początek rzut oka na ul. Zimna Woda, która w tej części przybrana jest w aleję drzew. Droga doprowadzi nas do rezerwatu Zimna Woda.

Wjechałem do wsi, a w Zatoniu jest gdzie zaglądnąć. Dawna nazwa wsi to Günthersdorf, odnosi się zapewne do „jakiegoś” bliżej nieznanego Günthera; może sołtysa, może zasadźcy wsi. Co najmniej od 1305 (kiedy to o Zatoniu źródła wspominają po raz pierwszy), do 1654 roku wieś była podzielona. Do 1646 r. jedną częścią władała znana śląska rodzina von Kittlitz, zaś drugą (do 1608 r.) niemniej poważany ród von Knobellsdorffów. 
Obie części, dokładnie w 1654 r. zespoli nowi nowi właściciele von Unruh, którzy na przestrzeni prawie czterdziestu lat wykupili oba zatońskie majątki.

Dzieła tego dokonał Balthasar von Unruh i to on był inicjatorem powstania pałacu w Zatoniu.

Akt erekcyjny nosi datę 8 maja 1685 r.

W imię Boga Wszechmogącego, ja Balthasar von Unruh, pan dziedziczny na Słonem, Letnicy, Książu, sędzia ziemski i starszy szlachty zielonogórskiej, w przytomności szlachetnie urodzonych psnów Jerzego von Knobelsdorffa i Henryka Kietlicza tę siedzibę zbudować kazałem według planów starszego cechu murarskiego, mistrza Jana Kalckera z Zielonej Góry. Dom ten Boskiej Opiece polecam. Amen”.

Budowę ukończono jesienią w 1689 r. Budowla była bardzo okazała, co świadczyło o zamożności rodu. Wspomnę, że w tym samym okresie, powstała podobna rezydencja w Ochli (tzw. Górnej), którą wniósł młodszy brat Balthasara.
Unruhowie władali Zatoniem do 1757 r. Potem wieś często zmieniała właścicieli, a wśród nich była hrabiny Cosel, wdowa po Fryderyku Auguście. Tenże był naturalnym nieślubnym synem króla polskiego Augusta II Mocnego i jego faworyty hrabiny Cosel. O tej historii wspominałem już jakiś czas temu (tu: link).

Częste zmiany właścicieli nie sprzyjały zapewne rozwojowi wsi, chociaż jedna z transakcji pod koniec XVIII w. opiewa wartość majątku zatońskiego na kwotę 16380 talarów. Wiele jednak zmieniło się w 1808 r., kiedy Zatonie przeszło w ręce księcia urlandzkiego i żagańskiego Birona. Przekazał on Zatonie jako posag swojej córce, Dorocie Talleyrand – Perigord.
Przybyła ona do Zatonia w 1840 r. i wkrótce rozpoczęła przebudowę dworu. Choć na stałe przebywała tu dość krótko, bo do 1844 r., pozostawiła po sobie wspaniałe, zachowane do dzisiaj ślady.

„Ja Dorota, księżna żagańska, Pani na Zatoniu, stary pałac rozbudować kazałam i upiększyć przez dobudowanie piętra i skrzydeł bocznych, tarasów i oranżerii, według projektu królewskiego architekta Karola Fryderyka Schinkela z Berlina. Wykonawcą powyższego zamierzenia był mistrz budowlany i architekt Gustaw Jackel z Zielonej Góry”.

Jej to właśnie dwór razem z parkiem zawdzięcza swoje klasycystyczne piękno, które stało się wizytówką Zatonia. A ponieważ właśnie wczoraj, tj. 19 września miała miejsce rocznica śmierci księżnej, stąd moja dzisiejsza wizyta w Zatoniu.

Dziś wjazd do pałacu, który Armia Radziecka ograbiła i spaliła w 1945 r. nie jest już tak okazały jak kiedyś. Dawniej istniała brama wjazdowa oraz dwie ośmioboczne kordegardy (wartownie).

Sam pałac i otoczenie przedstawiają się bardzo romantycznie. Na szczycie frontowej fasady zachował się herb rodu Talleyrand. Na wprost wejścia widnieje miejsce po dawnej fontannie. Tuż obok pałacu znajdują się ruiny oranżerii.

wjazd do pałacu

wjazd do pałacu

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

zachowany herb na szczycie frontowej elewacji

zachowany herb na szczycie frontowej elewacji

pałac widziany od strony parku

pałac widziany od strony parku

ruiny oranżerii

ruiny oranżerii

zniszczony detal w oranżerii

zniszczony detal w oranżerii

W tym miejscu wklejam też link do strony, gdzie można zobaczyć jak wyglądał pałac na dawnych litografiach i zdjęciach (link).

Bardzo ciekawy jest park, w ostatnich latach stopniowo rewitalizowany, a to jeszcze nie koniec prac. Cały park zajmuje pow. ponad 53 ha i jest autorstwa ogrodnika Piotra Lennego. Część parku zajmują łąki, a na jednej z nich rośnie majestatyczny dąb Talleyranda. Kiedy byłem tu ładnych parę lat temu, na pniu wisiała tabliczka. Dziś już jej nie ma, ale wtedy przezornie zrobiłem jej zdjęcie.
Park przecina aleja lip, którą można dojechać aż do drogi na Niedoradz. Miejscami widoczne są alejki spacerowe.
Park ma swoje tajemnicze miejsca jak groty, stawy, zasypane studnie, które są podobno połączone ze sobą tajemniczymi korytarzami. W tychże studniach szukano ukrytego skarbu mongolskiego chana. 

platan w parku

platan w parku

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

dąb Talleyranda

dąb Talleyranda

100_2726

W głębi parku znajduje się jeszcze jedno ciekawe miejsce, to jest grota księżnej Doroty.

grota

grota

grota

grota

parkowa aleja

parkowa aleja

Niedawno, na wysepce, którą usypano na stawie zatońskiego parku, odkryto kamień z koroną cesarską i napisaem: „Maria – Insel 1867”. Owa Maria, była szwagierką późniejszego cesarza Niemiec i odwiedziła Zatonie w 1867. Kamień ma podkreślać związki rodu Talleyrandów z dworem pruskim.

Ach, zresztą któż nie bywał w Zatoniu. Zawitała tu naprawdę bogata plejada ważnych osobistości: geograf i przyrodnik Alexander von Humbolt, kompozytor Franciszek Liszt, pisarz Victor Hugo, car Rosji Mikoła I, król pruski Fryderyk Wilhelm IV, generał Arthur Wellington, kompozytor Ryszard Wagner. Takie kontakty miała księżna Dorota.

Wróciłem do głównej drogi. Na wprost wyjazdu z parku znajdują się ruiny katolickiego kościoła św. Jana. Pochodził on z XIV w. i popadł w ruinę w I. poł. XIX w., ze względu na małą liczbę katolików. Budowlę zabezpieczono staraniem księżnej Doroty. Całkiem niedawno, do miejscowego kościoła przeniesiono zachowany „zacheuszek”, czyli krzyż apostolski, który umieszczano na ścianach kościoła, w tych miejscach, które biskup namaścił w czasie dedykacji świątyni. Był to symboliczny i zwyczajowy znak poświęcenia świątyni. Forma ich bywa różna: są malowane na ścianie, ryte, mają postać płytek. Miałem okazję całkiem niedawno oglądać zacheuszka w kościele w Zatoniu.

ruiny kościoła

ruiny kościoła

Tuż obok ruin kościoła, znajduje się ciekawy budynek, w którym kiedyś funkcjonowała restauracja, czy też gospoda (fotografia). Dziś jest nieużywana i pozostaje w stanie podupadłym, ale ma być w przyszłości remontowana. Obok zlokalizowane są obiekty dawnego browaru (fotografia).

dawna gospoda

dawna gospoda

dawny browar (widziany od ul. Zatonie - Kwiatowa)

dawny browar (widziany od ul. Zatonie – Kwiatowa)

Podjechałem pod kościół, który jest dawną świątynią ewangelicką. Niemal na dniach obchodzono jubileusz 250-lecia budowy kościoła. Obecnie trwa remont wewnątrz kościoła, a prace mają mu przywrócić bardziej pierwotny wygląd. Przy kościele zachowały się trzy stare lipy.
Na placu przed kościołem znajduje się miejsce, w którym jeszcze dziesięć lat temu rósł dąb, tzw. „Dąb Wilhelma”. Zachował się po nim kamień, na którym widnieje napis „Wilhemseiche 1871 r. Drzewo miało więc dobre 130 lat. Posadzono je na pamiątkę uznania cesarza Wilhelma, który właśnie w 1871 r., doprowadził do zjednoczenia Niemiec pod przewodnictwem Prus.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

pamiątkowy kamień po dębie Wilhelma z 1871 r.

Nie zachowała się poniemiecka część cmentarza w Zatoniu. Na obecnym zgromadzono jedynie trzy tablice zachowane, w formie symbolicznego lapidarium. W przeszłości, tuż za cmentarzem znajdował się wiatrak.

Niestety dziś wyjątkowo gonił mnie czas, więc muszę odłożyć wyjazd nad dwa młyny, które znajdowały się nad Śląską Ochlą. Chciałem też zajechać do Czasławia, ale nie dzisiaj dla mnie te odkrycia.

Wróciłem więc przez wieś, gdzie na wylocie złapał mnie przykry deszcz. Mimo tego, postanowiłem zajechać do miejsca, które nazywano „Zwierzyńcem” (niem. Thiergarten).
Był to teren związany ze sztuką myśliwską. Trzymano tutaj zwierzęta łowne, a także psy myśliwskie. Całość była urządzona z rozmysłem, teren przecinały cieki wodne, małe stawy ze sztucznymi wysepkami. Całość porastał starodrzew. 

Od strony wsi, do „Zwierzyńca” prowadziła miedzy innymi aleja lipowa (obecnie ul. Lipowa). Druga aleja drzew, wyprowadziła mnie z tego miejsca do głównej drogi na Zieloną Górę. 

teren Zwierzyńca

teren Zwierzyńca

teren Zwierzyńca

teren Zwierzyńca

Jakiś czas temu część drzew wycięto w ramach gospodarczych prac leśnych, przez co miejsce trochę straciło na charakterze. Podczas swojego dzisiejszego przejazdu nie miałem okazji wiele zobaczyć, ale las rzeczywiście ciekawy. Ciemny i gęsty świerkowy drzewostan, szczególnie w skąpany w deszczu ma wiele uroku.

„Lekko” zmoczony dojechałem do głównej drogi, skąd pognałem w stronę Zielonej Góry.
To tyle jeżeli chodzi o samo Zatonie. Poniżej załączam link do strony stowarzyszenia Nasze Zatonie, na której jest mnóstwo ciekawostek, między innymi legenda o zaginionym skarbie mongolskiego chana. 

 

Nasze Zatonie