Wzgórza Dalkowskie

sobota, 26 września 2015 r.
Trasa: Głogów – Jaczów – Smardzów – Jerzmanowa – Maniów – Łagoszów Mały – Jakubów – Drożów – Drożyna – Wierzchowice – Glinica – Kłoda – Witanowice – Kurów Wielki – Dalków – „Dalkowskie Jary” – „Annabrzeskie Wąwozy” – Mierzów – Sobolice – Bytom Odrzański

dystans: 66,1 km

Stan ducha w ostatnich tygodniach, jeżeli chodzi o włóczenie się rowerem określiłbym jako „chroniczny niedosyt”. Tym bardziej ostatni weekend września, a poniekąd pierwszy tej jesieni zapowiadał się obiecująco. Do tego pogoda sprzyjała.
Znów więc namówiłem małżonkę na wspólny wypad rowerowy. Tym razem na cały dzień i nieco dalej od Zielonej Góry.

Celem miały być Wzgórza Dalkowskie. I to był strzał w dziesiątkę. Nie pamiętam bowiem, żebym w ciągu jednego dnia widział tyle cudownych rzeczy.

Tuż przed 9 rano wysiedliśmy z pociągu w Głogowie. Nigdy nie byłem w tym mieście, a tymczasem okazało się, że jest tu co zobaczyć.
Najpierw ruiny kościoła św. Mikołaja. Początki świątyni sięgają I poł. XIII w. Dzisiaj jest pomnikiem zniszczeń II Wojny Światowej. Niedaleko znajdują się inne ruiny, tym razem teatru z przełomu XVIII i XIX w., także zniszczonego w ostatniej wojnie.
Przy ul. Kołłątaja znajduje się miejsce gdzie przed wojną stała synagoga. Zniszczona podczas nocy kryształowej (9/10 listopada 1938 r.), podobno była uważana za jedną ładniejszych w całych Niemczech. W 55 rocznicę tego wydarzenia, wzniesiono pomnik upamiętniający ludność żydowską żyjącą w Głogowie. Lokalizację dawnej synagogi wyznaczają odtworzone obrysy murów.
Tyle widzieliśmy w Głogowie, wyjeżdżając z miasta. A przecież są tutaj pozostałości dawnych fortów, murów miejskich, średniowiecznej kolegiaty, jednej z najstarszych świątyń Śląska (odbudowywanej), no i oczywiście zamek książąt głogowskich. Na to jednak brakowało nam czasu. Byliśmy nim ograniczeni, żeby zdążyć na pociąg w Bytomiu Odrzańskim. Mieliśmy kawałek do przejechania, a jak się okazało nie można było się specjalnie rozbujać. Praktycznie w każdej miejscowości po drodze było coś do zobaczenia.

kościół św. Mikołaja

ruiny teatru

pomnik w miejscu dawnej synagogi

Wyjechaliśmy z Głogowa i przez Ruszowice niedługo byliśmy w Jaczowie. Warto zobaczyć ciekawy kościół, sięgający korzeniami XIII w., a w obecnej formie pochodzący z XVI w. W murze otaczającym kościół znajduje się krzyż pokutny.

kościół w Jaczowie (krzyż pokutny na dole po prawej)

krzyż pokutny w Jaczowie

Z Jaczowa jechaliśmy na razie boczną drogą, przez Smardzów w kierunku Jerzmanowej. Za Smardzowem, w szczerym polu kolejna kapitalna atrakcja – kapliczka pokutna. Wolałbym, żeby nie była pomalowana. Ostatni odcinek do Jerzmanowej prowadził ruchliwą drogą. Wjeżdżając do tej gminnej miejscowości, na wzniesieniu po lewej stronie rzucał się w oczy betonowy monument.

kapliczka pokutna za Smardzowem

Wjechaliśmy do Jerzmanowej. Pod kościołem z XIV w. zrobiliśmy krótką przerwę. Sam kościół też ciekawy, wokół świątyni zgromadzono trochę ocalałych płyt nagrobnych po starym cmentarzu.
Po wizycie pod kościołem zajechaliśmy pod dwór z 1730 r. Ciekawa i potężna to budowla. Od frontu otoczenie prezentuje się jeszcze przyzwoicie, ale z tyłu budynku wala się pełno śmieci i starego sprzętu gospodarskiego. Za pałacem znajduje się park, a w pobliżu imponujący zespół dawnych budynków gospodarskich.
Od samego pałacu prowadzi prosta jak strzała droga, łącząca się z drogą wojewódzką. Tuż przed końcem tej drogi, na wzniesieniu, znajduje się widziany wcześniej z ulicy monumentalny pomnik powrotu Ziem Zachodnich do Macierzy.

kościół w Jerzmanowej

epitafium w murze kościoła w Jerzmanowej

dawny dwór w Jerzmanowej

dawny dwór w Jerzmanowej

pomnik powrotu do Macierzy w Jerzmanowej w stylu socrealizmu

OLYMPUS DIGITAL CAMERAZ Jerzmanowej wyjechaliśmy w kierunku na Jakubów, przez Maniów i Łagoszów Mały. Wyczytałem, że w Maniowie jeszcze niedawno były ruiny dworu, ale zostały do końca rozebrane. Z drogi natomiast widoczne były zabudowania dworskie.
Do Jakubowa był lekki podjazd przez bukowy las. Zaraz za Jakubowem znajduje się rezerwat „Buczyny Jakubowskiej”.

Jakubów to kolejna wspaniała historyczna miejscowość na trasie. Najpierw wjeżdżając do wsi, rzuca się w oddali po prawej stronie bryła bardzo ciekawego kościoła. Zanim jednak do niego podjechaliśmy, skręciliśmy w lewo, w stronę ruin pałacu. Jest to bardzo malowniczy obiekt. Za pałacem rozciąga się park, natomiast przed parkiem znajduje się niewielki staw. Pałac powstał w XVI w., a swój kształt w duchu neogotyku zawdzięcza przebudowie w poł. XIX w. Zabytek zniszczyły wojska radzieckie. Teren jest utrzymany, akurat podczas naszej wizyty koszono trawę.
Niedaleko pałacu, bo po drugiej stronie ulicy stoi dawny dwór.
Co ciekawe, w Jakubowie istniał w przeszłości zamek rycerski, należący do księcia żagańskiego Henryka V Żelaznego. A że postać to barwna i ciekawa, to chyba pokuszę się w przyszłości o parę słów więcej.
Podjechaliśmy wreszcie do kościoła. Budowla to stara, nawet prawie starożytna, bo jej początki sięgają bagatela… 991 r., kiedy zbudowano ją na miejscu świątyni Dziadoszan. Wejścia na teren kościoła „strzeże” dzwonnica, z dzwonem liczącym 500 lat.  Miejscowość leży na trasie szlaku pielgrzymkowego św. Jakuba do Santiago de Compostella. W pobliskim lesie „Buczyny Jakubowskiej”, znajduje się uzdrawiające źródło św. Jakuba. Sławy nabrało od XII w. Szkoda, że Dziadoszanie nie byli piśmienni, bo może właściwości lecznicze woda miała dużo wcześniej. Wokół kościoła lapidarium ocalałych tablic nagrobnych.

kościół w Jakubowie

pałac w Jakubowie

pałac w Jakubowie

wejście do kościoła w Jakubowie (przez dzwonnicę)

kościół w Jakubowie

jedno z epitafiów

kościół w Jakubowie

źródło św. Jakuba

Z Jakubowa ruszyliśmy czerwonym szlakiem rowerowym na Drożów i dalej na Drożynę. Ten odcinek prowadził drogą gruntową wśród pól i pagórków, ale droga była bardzo przyzwoita. Wyjechaliśmy w Wierzchowicach, gdzie skręciliśmy w prawo, a zaraz potem w lewo na Zabłocie. W Glinicy zajechaliśmy pod kolejne ruiny dworu, zbudowanego pod koniec XVII w. Pałac przylega do parku, w którym imponują przede wszystkim dwa ogromne platany. W pobliżu pałacu zlokalizowane są dawne zabudowania gospodarskie, częściowo zdewastowane, ale na uwagę zasługuje gigantyczna stodoła, położona tuż przy szosie.

 

między Drożyną a Wierzchowicami

między Drożyną a Wierzchowicami

ruiny pałacu w Glinicy

park w Glinicy

gigantyczny platan w parku w Glinicy

W kolejnej miejscowości o nazwie Kłoda, zatrzymaliśmy się przy średniowiecznym kościele. W ścianę kościoła wmurowane są dwa krzyże pokutne. Pod miejscowym sklepem zrobiliśmy z Anią obie dłuższą przerwę, bo właściwie od rana non stop jedziemy, albo coś oglądamy. Do naszej biesiady dołączył jakiś miejscowy kundel. A że z oczu mu tkliwie patrzyło, to się załapał na parówkę.

krzyże pokutne na kościele w Kłodzie

kościół w Kłodzie

Powoli zbliżaliśmy się do Dalkowa, kluczowej miejscowości Wzgórza Dalkowskich. Ale po drodze zatrzymaliśmy się w Witanowicach, gdzie zaraz przy szosie znajdowały się ruiny dworu oraz zabudowania gospodarcze. Dwór pochodzi z XVIII, a przylegają do niego zabudowania gospodarcze. Na uwagę zasługuje budynek dawnej obory, który ze względu na swój wygląd (liczne przypory od strony ulicy), nazywany był przed wojną przez mieszkańców Kuh – Kirche, tj. Krowi Kościół.

dwór w Witanowicach

zabudowania gospodarcze obok dworu w Witanowicach. W tle po prawej stronie „Krowi Kościół”

Ostatnią miejscowością przed Dalkowem wypadł Kurów Wielki. Zaraz przy skrzyżowaniu dróg, na wzniesieniu znajduje się średniowieczny kościół z końca XV w., zbudowany głównie z kamienia polnego. Żałować tylko, że był zamknięty, bo podobno ma unikatowe i bogate wnętrze. Ale z zewnątrz też jest co oglądać. W ścianach umieszczono wiele epitafiów, a przy wejściu od północnej strony znajduje się część kamiennej kapliczki. W opracowaniach można znaleźć informację, że widnieje na niej napis:

„1545 w dniu Corpus Christi (tj. Bożego Ciała) wielmożny, czcigodny junkier Albrecht Glauwicz został zakłuty we śnie przez swojego własnego knechta (tj. parobka) Oslighka (Oślika)„.

Nie wiadomo czym czcigodny posiadacz ziemski Glauwicz zalazł za skórę mściwemu parobkowi.

kościół w Kurowie Wielkim

jedno z epitafiów

na prawo ode wejścia kapliczka kamienna

kapliczka z bliska

kolejne z epitafiów

Jak wspomniałem, kościół w Kurowie Wielkim znajduje się na wzniesieniu, skąd rozciąga się rozległa panorama na Dalków, za którymi na horyzoncie wyłaniało się „pasmo” wzniesień, tzw. Garb Kocich Gór. Z Kurowa Wielkiego do Dalkowa było więc niedaleko, droga akurat zapowiadała rympał, do tego wśród resztek czereśniowej alei. Nie dane było jednak się rozbujać, ponieważ zbliżając się do Dalkowa, dostrzegłem w oddalonym może 200 m od drogi zadrzewieniu, fragment jakiejś budowli. Położenie oraz coś, co wyglądało na kształt jakby drogi, sugerowało dawny cmentarz. Ania została z rowerami przy szosie, a ja przedarłem się przez krzaki. Nie pomyliłem, się w przypuszczeniach, bo to był rzeczywiście dawny cmentarz ewangelicki. To co wyłaniało się z zarośli było resztką grobowca. W lasku, ogrodzonym dziurawą siatką znajdowały się jeszcze dwa obiekty, w tym jeden całkiem dobrze zachowany. W zaroślach, które porastały drogę prowadzącą do cmentarza odkryłem pełno gruzu, który chyba zwalono tu, po zniszczeniu cmentarza.

zniszczony cmentarz ewangelicki w Dalkowie

No ale wreszcie dojechaliśmy do Dalkowa. Z bardzo interesujących miejsc, należy wymienić mieszkalną wieżę rycerską z XVI w. Jest teraz ona jednak w odbudowie i darowaliśmy sobie podjeżdżanie do niej. Obiekt jednak jest ciekawy, a pod tym linkiem można poczytać więcej co się z nim dzieje.

My tymczasem skierowaliśmy się do starego pałacu. Obecny wygląd zawdzięcza przebudowie z I poł. XIX w., ale pierwotny obiekt jest starszy i pochodzi z XVIII w. Budynek ma ciekawą formę. Całość, podobnie jak sąsiednie zabudowania gospodarcze jest opuszczona i niszczejąca. Po wojnie funkcjonował tu PGR (informuje o tym zatarta tabliczka przy wjeździe), a teraz teren jest w prywatnych rękach.

pałac w Dalkowie

zabudowania gospodarcze w sąsiedztwie dworu w Dalkowie (nad wejściem data 1912 rok)

pałac w Dalkowie

Po opuszczeniu Dalkowa, zaczęła się terenowa część dnia. Wyjechaliśmy niebieskim szlakiem na Gostyń, a potem w las na Kowalową Górę. Ominęliśmy jednak dość ciekawy fragment rezerwatu „Dalkowskie Jary”, m. in. z miejscem gdzie znajdowały się ruiny grobowca Karoliny von Stosch. Teren był już dawniej czynny turystycznie, w przeszłości funkcjonowała tu nawet restauracja.
Tymczasem nasz niebieski szlak fragmentami był piaszczysty, co wymuszało prowadzenie roweru. Potem było już lepiej. Cały czas jednak trzymaliśmy się niebieskiego szlaku, aż dojechaliśmy skrzyżowania dróg w lesie, gdzie łączyły się szlaki prowadzące na Górę Jana, do Wilczyc i do rezerwatu „Annabrzeskie Wąwozy”. Teren faktycznie stał się ciekawy, bukowy las pocięty wąwozami i dolinami. Szkoda tylko, że nie ma już wieży widokowej.

Dalkowskie Jary

przez Góry Kocie

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Annabrzeskie Wąwozy

Annabrzeskie Wąwozy

Annabrzeskie Wąwozy

Annabrzeskie Wąwozy

Wróciliśmy do miejsca, gdzie niebieski szlak krzyżował się z czerwonym i zjechaliśmy w dół do Mierzowa. Ten odcinek dogi, był rzeczywiście wąwozowy. Po wyjechaniu z lasu, dwóch miejscowych rowerzystów, pokazało nam, jak najlepiej dojechać do kaplicy św. Anny. Droga wyprowadziła nas malowniczo przez pola i łąki. Samo zaś dojście do kaplicy św. Anny to całkiem ostra wspinaczka pod ostre wzniesienie. Obiekt jest bardzo urokliwie położony, a przed kościołem stoi figura św. Jana Nepomucena, a kaplica znajduje się w remoncie. Historia kościoła sięga średniowiecza, kiedy stała tu drewniana kaplica. Obecny obiekt pochodzi z 1716 r. i został zdewastowany w 1945 r. Raz do roku, odbywa się jednak msza (na świętą Annę, tj. 26 lipca) i wówczas tradycyjnie święci się tu… samochody (dzień wcześniej przypada św. Krzysztofa).
Z przykrością muszę stwierdzić, że nie podobała mi się tu jedna rzecz, mianowicie wycięcie wszystkich drzew ze skarpy przy ścieżce wokół kościoła. Z tego co widziałem z fragmentów pociętych pni, walających się poniżej stoku, nie były to specjalnie chore drzewa.

przez Wzgórza Dalkowskie na Górę św. Anny

w drodze na Górę św. Anny

kościół na Górze św. Anny

Zjechaliśmy dobrym, dalkowskim rympałem z góry św. Anny i czekała nas już prawie prosta droga do Bytomia Odrzańskiego. Odbiliśmy jedynie na Sobolice, gdzie znajdowały się ruiny ostatniego już dziś widzianego pałacu. Droga, którą wjeżdża się do Sobolic dzieli jakby zespół parkowo – pałacowo – folwarczny na dwie części. Ruiny pałacu znajdują się po prawej stronie, a folwark po lewej. Teren wokół pałacu jest mocno zarośnięty, tak, że ponad wierzchołkami drzew wystaje część budowli. Obok znajduje się park, w którym widać zarys dawnej parkowej fontanny. Pałac wzniesiono w 1883 r. w ramach przebudowy „od piwnic” starszej budowli i cieszył oko do końca II Wojny Światowej, kiedy to go splądrowano. Ruiną stał się jednak  na początku lat 50 – tych, w wyniku pożaru.

pałac w Sobolicach

Z Sobolic nic już nas nie zatrzymywało do samego Bytomia Odrzańskiego. Bardzo lubię to miasteczko. Ma w obie taki dolnośląski urok.
Czas mieliśmy bardzo dobry, do pociągu dobrą godzinę, więc bez przeszkód można było zobaczyć najważniejsze miejsca. Przede wszystkim aż pięć krzyży pokutnych, które są wmurowane w ścianę kościoła. Na jednym z krzyży wyryty jest znak łopaty. Podobno krzyż ten jest dziełem nerwowego mistrza budowlanego, rozsierdzonego niezdarnością jednego ze swoich uczniów.
Niedaleko znajduje się opuszczony kościół poewangelicki. W Bytomiu imponuje również rynek z ratuszem z pocz. XVII w., czy wspaniałe kamienice. Polecam zobaczyć też unikalne, kamienne, średniowieczne schody rybackie prowadzące do Odry.
Na koniec zawitaliśmy jeszcze na cmentarz, gdzie znajduje się lapidarium.

Bytom Odrzański

krzyże pokutne w Bytomiu Odrzańskim

opuszczony kościół ewangelicki

rynek w Bytomiu Odrzańskim

średniowieczne schody rybackie

lapidarium w Bytomiu Odrzańskm

lapidarium w Bytomiu Odrzańskim

To był kapitalny wypad rowerowy. Raptem 66 km, a tyle wspaniałych miejsc widzieliśmy. Dolny Śląsk jest niezwykły. Trzeba pomyśleć nad jakąś kontynuacją.

 


 

 

 

Reklamy