POJEZIERZE SŁAWSKIE 2017

Dwudniowa trasa po Pojezierzu Sławskim na trasie Głogów – Śmigiel – Głogów otwiera sezon wyprawowy na rok 2017. Tę trasę prawie zrealizowałem w zeszłym roku, ale pogoda pokrzyżowała wyjazd.
W tym roku w okolicach majowego długiego weekendu miało to wyglądać inaczej. Planowałem wyjazd jednodniowy, w jak najszerszym gronie i to w zupełnie innym miejscu, ale ten pomysł nie wypalił. Wymyśliłem więc, że wybierzemy się gdzieś z Anią sami, ale za to na dwa dni. Więc czemu nie na Pojezierze Sławskie? W ostatniej niemal chwili dołączył do nas T-Jay, którego nie widziałem prawie dwa lata po jego przeprowadzce. Z sentymentem więc podchodziliśmy do tych dwóch wspólnych dni, w składzie prawie jak za starej ekipy.

niedziela, 30 kwietnia 2017 r.
Trasa: Głogów – Szlichtyngowa – Wschowa – Włoszakowice – Śmigiel
dystans: 84,1 km


Miejscem spotkania z Tomkiem (czyli T-Jayem) był Głogów. My tam dotarliśmy pociągiem na 9:30, a Tomek przyjechał samochodem po zarwanej nocce i kilkugodzinnej podróży. Zresztą zdążył jeszcze iść do kościoła w Głogowie. Najpierw radosne przywitanie po długim nie widzeniu się, a potem szybkie przepakowywanie i przygotowanie roweru. Na dworze zimno aż do kości. Gdzie jest ta obiecana wiosna! No dajcie spokój.

startujemy w Głogowie

Ponieważ kierowaliśmy się zasadniczo na północ, północy – wschód, wyjazd z Głogowa nie był problemem. Zanim jednak na dobre z niego wyjechaliśmy, zatrzymaliśmy się na krótko w kilku miejscach. Najpierw tuż nad Odrą przy zamku książąt głogowskich. Najstarszym i wyróżniającym się elementem jest cylindryczna wieża. W zamku dwukrotnie zatrzymywał się cesarz Napoleon. 

zamek w Głogowie

zamek w Głogowie zza Odry

Przejechaliśmy Mostem Tolerancji i znaleźliśmy się w najstarszej części Głogowa, na Ostrowiu Tumskim. Tutaj w górę wybija się gotycka kolegiata, pamiętająca czasy piastowskie i wciąż odbudowywana (od 1988 r.) po zniszczeniach wojennych.

kolegiata na Ostrowiu Tumskim w Głogowie

kolegiata na Ostrowiu Tumskim w Głogowie

Zanim przejechaliśmy Starą Odrę, wjechaliśmy jeszcze w boczną drogę, która zaprowadziła nas w miejsce dawnego fortu, jednego z kilku tworzących dawną twierdzę Głogów. Akurat główny obiekt jest zniszczony, ale przykładowo fort Luneta, czy fort Reduit (wieża artyleryjska) po zachodniej stronie Ostrowa Tumskiego, czy fort Gwiaździsty przed Odrą, za starym miastem są dużo lepiej zachowane. O twierdzy Głogów można przeczytać TUTAJ

fort twierdzy Głogów

fort twierdzy Głogów

fort twierdzy Głogów

Tym sposobem z Głogowa wyjechaliśmy po godz. 11, a przed nami był solidny kawałek drogi. Pierwszy poważniejszy postój miał być w Szlichtyngowej. Jechaliśmy krajową 12 i chociaż ruch był do zniesienia, to skręciliśmy za Serbami na Klucze i polnymi drogami dojechaliśmy do Wilkowa. Chcieliśmy dalej szlakiem nad Odrą jechać prawie aż do Szlichtyngowej, ale niespodziewanie okazało się, że droga jest zalana. Nad rozlewiskiem zrobiliśmy sobie za to postój i śniadanie. 

boczną drogą

przerwa nad Odrą

Wróciliśmy więc do Wilkowa i dalej krajową 12 zaraz byliśmy w Szlichtyngowej. To niewielkie miasteczko, najmniejsze miasto w województwie lubuskim (liczy zaledwie 1300 mieszkańców) przywitało nas najpierw ruinami wiatraka z 1757 r., Tego rodzaju budowle często miały nam towarzyszyć w krajobrazie na tej wyprawie. Szlichtyngowa powstała na mocy lokacji króla Władysława IV w 1644 r. z inicjatywy pochodzącego ze Wschowy Jana Szlichtynga. Miało to być miasto, w którym prześladowani na Śląsku protestanci mogli wieść spokojny żywot. A wówczas ziemia wschowska należała do Korony Polskiej.
W Szlichtyngowej warto odszukać w lesie dawny kirkut, położony za rozbudowującym się osiedlem domów jednorodzinnych. Teren ogrodzony jest XIX wiecznym murem. Zachowało się kilkadziesiąt macew, w części przewiezionych ze zniszczonego cmentarza we Wschowie. Żydzi ze Szlichtyngowej opuścili tę okolicę w latach 20 – tych XX w., a więc jeszcze przed zagładą tego narodu w czasie II Wojny Światowej.

ruiny wiatraka przy wjeździe do Szlichtyngowej

rynek w Szlichtyngowej

kirkut w Szlichtyngowej

kirkut w Szlichtyngowej

kirkut w Szlichtyngowej

Ze Szlichtyngowej kierowaliśmy się bocznymi drogami na Wschowę. Odkąd opuściliśmy Głogów, nieustannie jazdę nam zatruwał wiatr północno – wschodni. I to taki złośliwy, dokuczliwy i zimny prosto w kask. A przecież ta ziemia usiana jest zabytkami i żal z czegoś rezygnować.
Po drodze do Wschowy minęliśmy Zamysłów, gdzie zatrzymaliśmy się przy ruinach dworu. W Kandlewie odbiliśmy na Jędrzychowice, gdzie znajduje się odrestaurowywany pałac Czerwony Róg. Pierwotnie istniał tu zamek obronny rozbudowywany na przestrzeni wieków. Po wojnie funkcjonował tu krótko PGR, a potem Ośrodek Hodowli Zarodowej w pobliskiej Osowej Sieni. Tej samej, która szczyciła się bykiem Ilonem (będzie jeszcze tym mowa). Obok pałacu znajduje się średniowieczny kościół pw. św. Jana z Dukli.

dwór w Zamysłowie

pałac Czerwony Róg w Jędrzychowicach

kościół w Jędrzychowicach

Z Jędrzychowic wróciliśmy do Kandlewa. Tutaj w ogrodzie posesji nr 34 znajduje się krzyż pokutny, jeden z trzech w powiecie wschowskim. W sąsiednim Konradowie krzyże pokutne są dwa. Jeden przy płocie posesji nr 14 (kiepsko widać z ulicy, a akurat nikogo nie było), a drugi jest za bramą wejściową do kościoła.

krzyż pokutny w Kandlewie

pierwszy krzyż pokutny w Konradowie

drugi krzyż pokutny przy kościele w Konradowie

w drodze do Wschowy

Dojechaliśmy do Wschowy. Tutaj dopisało nam szczęście, bo wreszcie wyszło słońce i zrobiło się trochę przyjemniej. Mijając mury miejskie, zajechaliśmy na wschowski rynek od strony zamku królewskiego. Właściwie to zamek rozebrano prawdopodobnie w XVIII. Po założeniu pozostało kilka zabudowań okołozamkowych, a dziś działa tu hotel i restauracja.

zamek we Wschowie

zamek we Wschowie

Wschowski rynek jest pięknie zadbany i bardzo reprezentacyjny. Zdobi go przede wszystkim ratusz, sięgający początków XV w. Obecny wygląd to efekt przebudowy z II poł. XIX w. W rogu rynku znajdują się trzy zabytkowe kamienice, a w jednej z nich mieści się Muzeum Ziemi Wschowskiej. Aktualnie ekspozycja przedstawia ceramikę z Bolesławca.
Objechaliśmy stare miasto dookoła, mijając kościół farny, kolegium jezuickie, czy klasztor franciszkański. Trochę nam zabrakło czasu, żeby wejść do klasztoru, a to też ciekawe miejsce i można np. zwiedzać krypty. Mijaliśmy też takie ciekawostki jak Lwi Mostek i fontannę, zbudowaną w miejscu dawnej studni będącej systemem miejskich wodociągów. A te powstały we Wschowie w XVI w.

ratusz we Wschowie

zabytkowe kamienice we Wschowie. wewnątrz muzeum

Lwi Mostek we Wschowie

klasztor franciszkanów we Wschowie

kościół farny we Wschowie

dawne kolegium jezuickie we Wschowie

dawny kościół ewangelicki pw. Żłóbka Chrystusa we Wschowie

Ale najbardziej niezwykłe miejsce kryje się wśród parkowych drzew w rejonie ulic Wąskiej, Solnej, Spokojnej i Polnej. Jest to wschowskie lapidarium, będące częścią Muzeum Ziemi Wschowskiej. Ten dawny cmentarz ewangelicki założono w 1609 r. i stanowi jeden z najcenniejszych cmentarnych zabytków protestanckich w kraju. Ale przede wszystkim jest to miejsce niesamowicie nastrojowe, choć jak nie z tego świata położone jest w środku miasta. Już samo przejście przez furtę cmentarną ma w sobie coś symbolicznego. Kaplice grobowe, rzeźby, nagrobki arkadowe tworzą tu klimat egzystencjalnej zadumy.  

lapidarium we Wschowie

więcej zdjęć TUTAJ

Przed wyjazdem ze Wschowy zrobiliśmy krótki postój na stacji. Czekając na kawę podjechałem do pobliskiego poewangelickiego kościoła pw. św. Trójcy.

Ze Wschowy kierowaliśmy się w stronę Osowej Sieni. Jadąc trochę znowu drogami przez osiedla domów jednorodzinnych, minęliśmy miejsce dawnego kirkutu, a potem wyjechaliśmy przy monumentalnych rozmiarów pomniku byka. Wcześniej w tym miejscu stał pomnik Bismarcka. Byk Ilon pochodził ze wspomnianej wcześniej Stacji Hodowli Zarodowej i jak wyczytałem był wielką gwiazdą minionego okresu. Był to byk rozpłodowy, którego matka pochodziła ze Stanów Zjednoczonych, sprowadzona w latach 70 – tych. Ilon przyszedł na świat w Osowej Sieni, a jego „wydajność” bardzo przyczyniła się do powiększenia hodowli. W uznaniu postanowiono uhonorować zwierzę pomnikiem. Ustawiono go w 1982 r., ale z uwagi na trwający stan wojenny rok przeleżał w stodole. Pomnik z czasem stał się źródłem anegdot. Ustawiono go na osi wschód – zachód; rogami w stronę wschodnią, a zadem a w stronę zachodnią. Wymowne? Podobno też niejednokrotnie dla draki malowano mu przyrodzenie krzykliwymi kolorami, a  raz nawet na biało-czerwono.
Mimo swojej wymowy i takiej barejowej postpeerelowskiej śmieszności jest to jakiś symbol, choć dziś raczej trzeba go brać z przymrużeniem oka. Albo właśnie na serio. 

pomnik buhaja Ilona

Dojechaliśmy do Osowej Sieni. Wieś dzieli się na dwie części, tj. Dolną i Górną. W części Górnej znajduje się dwór, kościół gotycki oraz pałac z pocz. XX w. w którym mieściła się właśnie siedziba Ośrodka Hodowli Zarodowej. Dziś pałac jest w rękach prywatnych. Tutaj znajduje się zespół dworski oraz ciekawy. Kolejna dawna siedziba dworska znajduje się części Osowa Sień Dolna. Sporo tutaj tego jak na jedną wieś. 

pałac w Osowej Sieni

dwór w Osowej Sieni

Z Osowej Sieni kierowaliśmy się na Włoszakowice. I wciąż ten przeklęty wiatr. Na szczęście przed Włoszakowicami było trochę więcej lasów i tu tak wiatr z nami nie hulał. Tylko ruch samochodowy był większy, bo tu w okolicy jest dużo jezior, a zwłaszcza popularne Boszkowo. Przejechaliśmy przez Zbarzewo i dalej na Jezierzyce Kościelne. W tych ostatnich zajechałem z Anią zobaczyć zabytkowy drewniany kościół z pocz. XIX w. We Włoszakowicach spędziliśmy dłuższą chwilę, bo czas był zrobić jakieś zakupy. Jutro jest 1 maja i ciężko może być z zaopatrzeniem.

kościół w Zbarzewie

kościół w Jezierzycach Kościelnych

Wyjeżdżając z Włoszakowic zajechaliśmy na chwilę pod dawny pałac myśliwski z poł. XVIII w. Obecnie mieszczą się tu władze samorządowe. We Włoszakowicach, w ramach pierwszych egzekucji w związku z operacją Tannenberg przeprowadzonej na jesieni 1939 r., dokładnie 21 października tegoż roku, Niemcy zamordowali siedmiu Polaków. Akcja ta wymierzona była w przedwojennych działaczy, duchownych, słowem w polską inteligencję, co miało osłabić ruch oporu. Listy osób były przygotowywane długo przed wojną, a łącznie na terenie Wielkopolski w egzekucjach zamordowano 20000 ludzi, między innymi w Mosinie, Kórniku, czy choćby w Śmiglu, do którego zmierzaliśmy.

pałac we Włoszakowicach

pałac we Włoszakowicach

Do Śmigla pozostało nam kilkanaście kilometrów. W Bukowcu Górnym żeśmy nie skręcili w dobrą drogę i w ten sposób wyjechaliśmy w Boguszynie. Przez Bronikowo i Morownicę dotarliśmy wreszcie do Śmigla. Schronisko, w którym mieliśmy zatrzymać znajdowało się na końcu miasta, ale dotarliśmy bez problemu, a obsługa uprzejma. Można było odpocząć, bo trochę nas styrało. Przede wszystkim ten wiatr był nieznośny. Ja już też przywykłem do takiego intensywnego jeżdżenia, że się mało odpoczywa i rzadko je, ale dla niektórych to była pewna nowość. Ale co poradzić, jak tu tyle ciekawych rzeczy, a przecież każda inna, z inną historią.
Za to wieczór mogliśmy już spędzić na niezobowiązujących rozmowach, jak za dawnych czasów. 

wiatrak

I na koniec taka ciekawostka. W schronisku jeden z gości, pracujący w Polsce Ukrainiec oglądał nasze rowery i o moim powiedział, że to szrot. No wiecie? 

 

poniedziałek, 1 maja 2017 r.
Trasa: Śmigiel – Przemęt – Olejnica – Wieleń – Sława – Kotla – Głogów
dystans: 92,4 km


Śmigiel to niewielkie, nieco ponad 5,5 tysięczne wielkopolskie miasteczko, w przeszłości silnie związane z reformatorskim ruchem arian, czyli Braci Polskich. Współcześnie jednak Śmigiel wiąże się z tradycjami młynarskimi, nazywając siebie Miastem Wiatraków.
To nawiązanie wynika z tego, że w przeszłości Wielkopolska słynęła z wiatraków. Polska była zbożową potęgą, stąd tak chętnie przyjęły się u nas wiatraki. I szacuje się, że na 20 000 obiektów, aż 12 000 znajdowało się w Wielkopolsce, najczęściej koźlaki (mechanizm obrotowy w kształcie krzyża, zwanego właśnie kozłem). Dziś są już tylko elementem krajobrazu do tego znikającym, bo wiele wiatraków jest w stanie ruiny. 

W okolicach Śmigla miało się znajdować około 60 wiatraków. Natomiast legenda mówi, że miało być ich aż 99, ale gdy powstawał ten setny, któryś z pozostałych ulegał zniszczeniu. Takie jakieś fatum ciążyło na śmigielskich wiatrakach. Dziś w Śmiglu pozostały jedynie dwa koźlaki, przeniesione tu z innych miejscowości. Stoją dumnie na wzgórzu, w pobliżu drogi w kierunku Poznania.

Dwa śmigielskie wiatraki były pierwszym celem naszego objazdu miasta. Wstaliśmy rano i o 8:30 byliśmy gotowi do jazdy. To lubię. Dzisiaj pogoda zapowiadała się na lepszą, przede wszystkim było słonecznie i cieplej.

wiatraki w Śmiglu

wiatraki w Śmiglu

Przed wyjazdem w stronę Przemętu odwiedziliśmy kilka miejsc. Najpierw zajechaliśmy na dawny cmentarz ewangelicki. Przy wejściu znajduje się kaplica cmentarna. Na samym cmentarzu nie zachowało się wiele nagrobków, ale ciekawe jest lapidarium po wewnętrznej stronie cmentarnego muru.

dawny cmentarz ewangelicki w Śmiglu

kaplica na dawnym cmentarzu ewangelickim

dawny cmentarz ewangelicki w Śmiglu

W Śmiglu znajduje się jeszcze kilka ciekawych miejsc. Warto przejechać się ulicami niskiej małomiasteczkowej zabudowy przez rynki, bo Śmigiel ma dwa. Jeden z rynków nosi nazwę Placu Rozstrzelanych.
Nad miastem góruje gotycki kościół pw. NMP Wniebowziętej i drugi dawny kościół ewangelicki pw. św. St. Kostki, a na miejscowym cmentarzu kościół cmentarny pw. św. Wita o budowie szachulcowej z drewnianą wieżą.

Śmigiel

kościół w Śmiglu

Śmigiel

Przy ulicy Skarżyńskiego zlokalizowany był dawniej cmentarz żydowski. Został zniszczony przez Niemców w czasie II Wojny Światowej, a macewy użyto do wzmocnienia ulic. Część z nich bądź fragmenty odnaleziono w latach 80 – tych i zabezpieczono na cmentarzu ewangelickim. W 2008 r. złożono je przed dawnym cmentarzem w formie lapidarium wzdłuż ulicy.
Natomiast w miejscu kirkutu znajduje się pamiątkowy obelisk związany z Operacją Tannenberg. We wrześniu i październiku rozstrzelano w Śmiglu w publicznych egzekucjach  łącznie 23 osoby i pochowano w zbiorowej mogile właśnie na terenie cmentarza żydowskiego. W 1945 r. ofiary przeniesiono na cmentarz miejski.

lapidarium macew przy dawnym kirkucie w Śmiglu

W Śmiglu jest jeszcze jedna ciekawostka związana z koleją. Otóż od 1892 r. działa w rejonie wąskotorowa Śmigielska Kolej Dojazdowa. Pierwsza komunikacja pasażerska ruszyła w roku 1900. Obecnie ruch odbywa się tylko do stacji Stare Bojanowo, gdzie jest stacja styczna z liną normalnotorową na trasie Poznań – Leszno – Wrocław. 

Ze Śmigla kierowaliśmy się na Przemęt. Być może jeszcze kiedyś na dłużej zajadę do Śmigla, bowiem trzeba wiedzieć, że zarówno Ania jak i ja mamy przodków pochodzących właśnie stąd.

Zaraz na rogatkach miasta zatrzymaliśmy się na kawę na stacji paliw. Droga na Przemęt wiodła przez Bucz i ten pierwszy odcinek był bardzo urozmaicony terenowo. Świetny rympał trafił się przed Popowem Starym. W Buczu zatrzymaliśmy się przy drewnianym XVII – wiecznym kościele. Nieco dalej, znajduje się pałac wzniesiony w XIX w. Obecnie mieści się w nim szkoła podstawowa.
Dalsza droga na Przemęt również była bardzo krajobrazowa. Na wysokości Sączkowa rozpościerały się bardzo szerokie panoramy z wiatrakiem w tle. Dodaje to bardzo wiele uroku. Zresztą dzisiaj jechało się nam miejscami dużo lepiej. Wiatr utrzymał kierunek i na długich odcinkach pomocnie wiał nam w plecy. 

drewniany kościół w Buczu

pałac w Buczu

w drodze do Przemętu

w drodze do Przemętu

W Przemęcie zatrzymaliśmy się dłużej przy dawnym klasztorze cysterskim. Przemęt jak na stosunkowo niewielką miejscowość ma aż trzy kościoły, w tym dwa cmentarne. Cystersi w Przemęcie funkcjonowali od 1408 do 1805 roku, a sprowadził ich król Władysław Jagiełło. Niestety nie mogliśmy obejrzeć bogatego wyposażenia kościoła klasztornego, bowiem był zamknięty na cztery spusty.

pocysterski kościół w Przemęcie

kościół pocysterski w Przemęcie

Do Olejnicy, gdzie mieliśmy oglądać krajobraz Przemęckiego Parku Krajobrazowego z poziomu wieży widokowej pojechaliśmy szlakiem przez las. Gdzieś za leśniczówką Przemęt, w kompleksie leśnym znajduje się ciekawa pamiątka historyczna. Jest to ulepione z gliny jakby siedzisko, które według legendy postawiono dla cesarza Napoleona, by imperator mógł sobie wygodnie odpocząć i rozmyślać. Mniej romantyczna legenda mówi o leśniczym, który z tego miejsca wydawał polecenia. Dość długo jeździliśmy po lesie, ale tej kanapy nie znaleźliśmy. Problem był chyba taki, że miejsce na mojej mapie było niewłaściwie oznaczone, a nie mieliśmy czasu błądzić po lesie.

Czarnym kamienistym szlakiem wyjechaliśmy w Olejnicy. I tu niestety kolejny zonk, bowiem wieża widokowa została zamknięta i to chyba w ostatnich dniach. Jak zamknięta, to zamknięta, więc nie wchodziliśmy na górę (innym turystom zakaz nie przeszkadzał) i pod wiatą u podnóża wieży zjedliśmy posiłek.

postój pod wieżą w Olejnicy

W Wieleniu odbiliśmy na Wijewo, rezygnując z jechania do Kaszczoru. Jazda przez Wieleń (już popularny wśród turystów), przywołała wspomnienia o naszym kumplu Kudłatym, który właśnie tu wyprawiał swoje weselisko.
W Wijewie zajechałem na chwilę pod XIX – wieczny dwór, obecnie siedzibę władz gminy.

W Potrzebowie skręciliśmy w boczną drogę na Przybyszów. Tutaj znajduje się zrujnowany dwór, a po drugiej stronie drogi zabytkowy kościół. Siedziba dworska została zbudowana na przełomie XVI i XVII w.

ruiny dworu w Potrzebowie

ruiny dworu w Potrzebowie

kościół w Potrzebowie

Wkrótce byliśmy w Sławie. Jakoś tak się złożyło, że znalazłem się tu po raz pierwszy. Charakterystyczna jest niska zabudowa miasteczka, a mnie przede wszystkim urzekł pałac zbudowany w obecnym kształcie w 1765 r. Na teren pałacu prowadzi brama wjazdowa, ale w ogrodzeniu jest wiele dziur. Do 2006 r. w pałacu funkcjonował Dom Dziecka. W czasie II Wojny Światowej mieściła się tu siedziba Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy. Dziś pałac sprawia wrażenie opuszczonego znacznie dłuższy czas niż raptem 11 lat. Ale bryła jest naprawdę piękna, a całości dopełniają oficyny, fontanna oraz dwa olbrzymie platany. Za pałacem rozciąga się park, w którym rośnie najgrubszy w Polsce okaz sosny czarnej, o obwodzie prawie 4 m.

wjeżdżamy do Sławy

pałac – opuszczony Dom Dziecka w Sławie

pałac – opuszczony Dom Dziecka w Sławie

pałac – opuszczony Dom Dziecka w Sławie

pałac – opuszczony Dom Dziecka w Sławie

Wyjeżdżając ze Sławy rozpoczął się ostatni etap prowadzący do Głogowa, kierując się na Kotlę. W Krążkowie postanowiliśmy jechać nie na Krzepielów, a na Grochowice. Pogoda znów się zbiesiła, a gdy tylko zmieniał się kierunek jazdy bardziej na południe, czy południowy-wschód, wiatr dawał w kość. Do Grochowic, które leżą już w województwie dolnośląskim dojechaliśmy przez las, ale droga była bardzo przyzwoita.

kościół w Grochowicach

W Kotli wyjechaliśmy na wprost zabudowań pałacu i folwarku, gdzie przez bramę można dostać się na rozległy plac, w obrębie którego znajduje się szereg zabudowań gospodarczych, jak obory, spichrze oraz gorzelnia.
Zajechaliśmy również pod średniowieczny kościół. Na murze otaczającym świątynię znajduje się krzyż pokutny.

brama wjazdowa do folwarku w Kotli

pałac w Kotli

krzyż pokutny przy kościele w Kotli

krzyż pokutny przy kościele w Kotli

Krótka przerwa i jedziemy dalej. Kotla położona jest na wysokiej skarpie, z której zjeżdża się do pradoliny Odry. Mógł być dobry rympał, ale wiatr w otwartej przestrzeni skutecznie osłabiał impet. Jeszcze gorzej było kiedy za Kozimi Dołami i Zabielami skręciliśmy na Grodziec Mały. Przed Głogowem czekała nas jeszcze jedna atrakcja.

postój w Kozich Dołach

Zjechaliśmy kilkaset metrów z głównej drogi, by starym i nierównym brukiem dostać się do opuszczonego miejsca. Nad samą Odrą do 1987 roku znajdowała się wieś Rapocin. Ze względu na skażenie jakie spowodowała działalność Huty Głogów, mieszkańcy zostali wysiedleni, a budynki rozebrane. Pozostawiono jedynie gotycki kościół, wraz z otaczającym cmentarzem i murem i kaplicą Góry Oliwnej z XVIII w., którą jest już spalona i zrujnowana. Kościół też popada w ruinę, a wejścia są zamurowane, co nie jest wielką przeszkodą dla żądnych wrażeń amatorów.
W ogóle to opustoszałe miejsce, ze zrujnowanym cmentarzem robi specyficzne wrażenie.

wjazd do Rapocina

kościół w Rapocinie

Ostatni odcinek do Głogowa nie należał do przyjemnych z uwagi na wzmożony ruch samochodowy. Przejechaliśmy Odrę i zakończyliśmy wyprawę w tym samym miejscu, w którym ją zaczęliśmy wczoraj, czyli w okolicach dworca kolejowego. Do naszego pociągu mieliśmy jeszcze przeszło godzinę. Tomek sprawnie się przepakował i był gotowy do drogi. Czekała go jeszcze kilkugodzinna podróż samochodem.
Super, że mogliśmy się spotkać z Tomkiem we trójkę. Następnym razem, to my jedziemy gdzieś w jego łódzkie rejony. 

koniec w Głogowie

Reklamy