Suchodół – Dąb Chrobry – Bytom Odrzański

SUCHODÓŁ 2013
Dzień 1, piątek, 16.08.2013

Dystans: 75,2 km,
Czas jazdy: 3h 36 min
Prędkość średnia: 21 km/h

Trasa: Zielona Góra – Ochla – Niwiska – Klępina – Nowogród – Lubsko – Brody – Jeziory Wysokie – Brody – Suchodół

Hasło Suchodół.

To miejsce dla mnie i dla Tomka, wiąże się ze szczególnym, studenckim czasem, kiedy prowadziłem na tym terenie badania nt. chronionych chrząszczy Leśnego Kompleksu Promocyjnego Bory Lubuskie. W tym roku mija 10 lat, kiedy przyjechałem tutaj po raz pierwszy.

Ania śmieje się z nas, że Suchodół to nasze „brokeback mountain”. Nie do końca to trafne porównanie, bo jest mniej seksu. To znaczy w ogóle nie ma seksu, żeby było jasne.

Od wiosny przymierzaliśmy się z Tomkiem do wyjazdu do Suchodołu i teraz złożyły się ku temu sprzyjające okoliczności. Przy okazji chcieliśmy połączyć ten wypad z zajechaniem do miejsca, gdzie jeszcze nie byliśmy. Ponieważ Tomek z Suchodołu wracał do domu rodzinnego w Bytomiu Odrzańskim, postanowiliśmy zahaczyć o Żary, Żagań, Szprotawę i dąb Chrobry (który już od dawna chciałem zobaczyć).

Tomek szczęściarz wziął sobie tydzień urlopu, ja zaś w piątek byłem w pracy. Na szczęście tylko do godz. 14. Krótko przed fajrantem Tomek podjechał pod urząd i po szybkich przepakowaniach i przygotowaniach, mogliśmy ruszać.

Ruszyliśmy na Ochlę i Niwiska. Ponieważ nie chcieliśmy jechać koszmarną drogą nr 27 (a przy okazji znów jechać inną trasą), za Kaczenicami skręciliśmy w las (drogę wskazał nam miejscowy) i wyjechaliśmy w Klępinie. Droga przez las, jak to droga przez las, ale z Klępiny do Nowogrodu jechało się bardzo przyzwoicie, a przede wszystkim jest to całkiem dobry skrót i chyba przyjemniej się jedzie, niż przez Koźlę i Bogaczów.

Najgorszy odcinek to tradycyjnie droga przez most w Nowogrodzie Bobrzańskim, gdzie pędzące samochody wyprzedzają nas na złamanie karku.

Droga do Lubska już lepsza, ruch mniejszy, ale za to każdy tu grzeje ile wlezie. Mam wrażenie, że nikt nie jedzie tu 90 km/h. Zresztą znamy tu z Tomkiem chyba każdy zakręt tej drogi (a nie ma ich za dużo). Na jednej z leśnych dróg, zrobiliśmy sobie pierwszy krótki postój. Niestety stary parking leśny, przy którym zawsze od lat się zatrzymywaliśmy został zlikwidowany. Tempo mieliśmy naprawdę niezłe, średnia przeszło 25 km/h!. Jechało mi się znakomicie, odbudowałem swoją formę i nie zasapałem się jak w zeszłym roku. Zresztą na wyprawie („Z obu stron Odry, która zakończyła się dwa tygodnie temu”) odczuwałem lekki niedosyt pod względem „zdrowego” deptania pedałów i teraz cisnęliśmy do oporu.

Wkrótce dojechaliśmy do Lubska. Tutaj dłuższa przerwa, w tradycyjnym miejscu pod kościołem. Potem przeszliśmy się deptakiem, pod bramę żarską (nigdy wcześniej nie było na to czasu). Przygotowując się do robienia zdjęcia, zagadnęła mnie miejscowa Pani skąd jesteśmy itd. Pochwaliła się mężem, który właśnie jechał rowerem do Lichenia.

Za Lubskiem – wisienka na torcie. Nowiutka (w zeszłym roku jej nie było), świeżutka ścieżka rowerowa do samych Jezior Wysokich (dalej łączy się ze starszym szlakiem, aż do Zasiek). Może minimalnie za wąska, ale komfort jazdy zupełnie inny. Przypomniały mi się dobre, oglądane niedawno wzorce brandenburskie. Od razu widać też jakie było zapotrzebowanie na tę ścieżkę. Na trasie mnóstwo rowerzystów. Bo i o to chodzi. Będą ścieżki, nie będą się ludzie bali jeździć, bo na naszych drogach zgroza.

Po zajechaniu pod wieżę LKP Bory Lubuskie w Jeziorach Wysokich, wróciliśmy do Brodów na zakupy. Zaopatrzeni w różne wiktuały objechaliśmy genialny Brodzki park pałacowy i dalej ścieżką wokół północnego brzegu jeziora do asfaltu i prosto do Suchodołu. Tutaj, cichutko przeprowadziliśmy rowery do naszej łąki. Ponieważ był już wieczór, od razu zabraliśmy się do rozłożenia namiotu. Potem kolacja na łące. Ponieważ jutro są imieniny Jacka, Tomek wręczył mi drobny upominek z tej okazji. Nie było sensu wieźć go do domu, więc zaraz się z nim podzieliłem.

Nie siedzieliśmy długo, bo jutro znacznie więcej kilometrów w planie i musimy wcześnie wstać.

w drodze do Lubska

w drodze do Lubska

Brama Żarska w Lubsku

w Jeziorach Wysokich

w Jeziorach Wysokich

Dzień 2, sobota
17 sierpnia 2013 r.
Trasa: Suchodół – Brody – Gręzawa – droga kamienista, leśna, sztutrowa, guma Tomka – Pietrzyków – Górka – Żary – Żagań – Szprotawa – dąb Chrobry, Przemkowski PK – droga przez pola – Rudziny – Niegosławice – Nowe Miasteczko – Bytom Odrzański

Dystans: 125,5 km
Czas jazdy: 6h 51m
Prędkość średnia18,6 km/h

Tomek brutalnie obudził mnie o w pół do 7. Ranek nie był za ciepły. Wylazłem
z namiotu i przywitałem się z łąką, rozświetloną wychodzącym zza drzew słońcem. Dzień zapowiadał się bardzo ładnie.

Od razu zwinęliśmy namiot. Bez zbędnego marnowania czasu zabraliśmy się do śniadania i po spakowaniu wróciliśmy do Brodów (tym razem drogą wzdłuż południowego brzegu jeziora), zajeżdżając do parku pałacowego od tyłu. Krótka chwila na dziedzińcu pałacu (wzięli się za jakiś remont dachu) i wyjechaliśmy w z Brodów. Pamiętamy jak Grzechotnik miał tutaj swoje wesele 🙂

Pierwszym poważnym przystankiem miały być Żary. Do Gręzawy jechaliśmy drogą, którą też znamy doskonale. Ale ile razy bym tą drogą nie jeździł, zawsze mi się źle nią jedzie. Z Gręzawy pojechaliśmy na Grabówek. Droga była kiepska, typu kocie łby. W Grabowie skręciliśmy na Matuszowice, a droga zmieniła się w świetny utwardzony szuter. Niestety w Matuszowicach ustąpił on miejsca drodze leśnej. Zdecydowaliśmy się na rympał przez las, do Pietrzykowa. Przez pewien czas musieliśmy pchać rowery po piachu. Koniec końców może było i krócej, ale dłużej, bo przed Pietrzykowem (widzieliśmy domy i kościół), Tomek złapał gumę. Po zmianie dętki, przez Pietrzyków ruszyliśmy prosto na Żary.

W mieście się zatrzymywaliśmy, czego w zasadzie żałowałem, bo przejeżdżaliśmy koło ruin pałacu.

Z Żar skierowaliśmy się na Żagań. Ponieważ ewentualna droga alternatywna był zbyt okrężna, byliśmy zmuszeni jechać szosą nr 12. I tak dobrze, że ruch nie był w szczytowym natężeniu. Droga była dobra, więc tempo mieliśmy niezłe. W czasie tych 10 km, specjalnie zwracałem uwagę na kierowców samochodów. Ani jeden, który nas wyprzedzał nie zwolnił. Ani jeden nie dał pierwszeństwa pojazdowi z naprzeciwka, podczas wyprzedzania. Raz myślałem, że gościu wpieprzy się pod TIR-a. Tym razem znakomitemu polskiemu kierowcy się udało. Wykonał świetny manewr i z pewnością jego poczucie wartości jako kierowcy jeszcze bardziej wzrosło.

W Żaganiu trochę błądziliśmy szukając pałacu, ale koniec języka za przewodnika.Nawet nieszczególnie długo posiedzieliśmy w parku pałacowym. Nie czuliśmy się specjalnie zmęczeni (to zaledwie połowa trasy, przejechaliśmy 58 km) i zaraz pojechaliśmy dalej. Wyjeżdżając z Żagania, Tomek chciał dopompować na stacji dętkę w tylnym kole, ale kompresor był dziwny i w sumie więcej wypuścił powietrza niż wdmuchał.

Do Szprotawy dalej drogą nr 12. Nasz wyjazd nabierał charakteru wyprawy (dotąd rzadko z Tomkiem coś zwiedzaliśmy). Zresztą tak się złożyło, że nie byłem ani w pałacu w Żaganiu, ani w Szprotawie. Ta ostatnia okazała się miastem z rodzaju, który lubię. Małe, senne, o specyficznym uroku. Chwilę posiedzieliśmy na rynku, przy ratuszu, a potem dalej w drogę. W Piotrowicach do „dębu Chrobry” bez problemu zaprowadziła nas tablica. Oooo, to drzewo to jest coś. Co za moc. Niech uchowa się jak najdłużej. Komary cięły tutaj nieprawdopodobnie agresywnie, więc szybko musieliśmy się zwinąć.

Pozostawała nam już tylko droga do Bytomia Odrzańskiego. Z Piotrowic polnym odcinkiem pojechaliśmy na Rudziny. A dalej bez przygód, przez Niegosławice, do Nowego Miasteczka i wreszcie do Bytomia Odrzańskiego. Odcinek z Rudzin do Mycielina, to z przerwami kostka brukowa w różnych wariantach, deseniach i wielkości, ale generalnie jechało się bardzo dobrze.

Muszę przyznać, że ostatnie kilkanaście kilometrów jechało mi się doskonale, pomimo tego, że jedziemy od rana i przejechaliśmy przeszło 100 km. W Bytomiu Odrzańskim byliśmy około 18:30, godzinę przed pociągiem do Zielonej Góry. Pod Tomka domem stuknęło mi 125,5 km. Nawet nie byłem bardzo zmęczony. Gdybyśmy byli dwie godziny wcześniej, zaryzykowałbym dalszą jazdę, aż do Zielonej Góry.

U Tomka w domu, jak u Tomka w domu, zawsze gościnnie i wesoło. Bardzo lubię tutaj przyjeżdżać. O 19:45 wsiadłem w pociąg i szybko byłem w Zielonej Górze.

Bardzo udany wyjazd. Bo i Suchodół i kilka nowych atrakcji (przede wszystkim dąb Chrobry). No i trochę odbudowałem swoją formę, co mnie szczególnie cieszy.

poranek na biwaku

poranek na biwaku

pomnikowy dąb przy jeziorze Brodzkim

pomnikowy dąb przy jeziorze Brodzkim

pałac w Brodach

pałac w Brodach

fasada pałacu w Brodach

fasada pałacu w Brodach

brama wjazdowa (Brama Zasiecka)

brama wjazdowa (Brama Zasiecka)

w trasie

w trasie

w trasie w okolicach Pietrzykowa

w trasie w okolicach Pietrzykowa

pałac w Żaganiu

pałac w Żaganiu

oto i Mocarz - Dab Chrobry

oto i Mocarz – Dab Chrobry

Brama Żagańska w Szprotawie

Brama Żagańska w Szprotawie

Szprotawa

Szprotawa

Szprotawa

Szprotawa

Szprotawa

Szprotawa

w drodze do Bytomia Odrzańskiego

w drodze do Bytomia Odrzańskiego

Reklamy